Opis
Ułuda świtania to powieść psychologiczno-obyczajowa autorstwa Izabelli Agaczewskiej.
Kim tak naprawdę jest Alina: ofiarą czy sprawczynią? Kogo poszukuje: własnej córki czy może siebie – małej dziewczynki sprzed lat, która zagubiła się w niezrozumiałym dla niej świecie? Czego pragnie?
Noc. Zima. Kobieta z dzieckiem na rękach ucieka – może przed kimś, a może przed samą sobą. Staje nad urwiskiem… Ponad dwadzieścia lat później ta sama kobieta wychodzi z więzienia. Wydaje jej się, że nikt na nią nie czeka, ale to tylko złudzenie. Za nią podąża inna kobieta – ambitna, gotowa na wszystko.
***
Ułuda świtania to jedna z tych historii, w których nic nie jest oczywiste. Bo czasem i my próbujemy uciec od przeszłości, pozwalamy ponieść się marzeniom zbyt wysoko i jak Ikar bagatelizujemy niebezpieczeństwo. Dajemy się zwieść ułudzie, co rozpala wiarę w nierealne sny.
A życie – jak rzeka – rzadko płynie tam, dokąd byśmy chcieli.
(Barbara Łukaszewska)

ewelina.czyta –
Dziś przychodzę do Was z niezwykłą powieścią, na którą bardzo czekałam i której mam wielki zaszczyt patronować.
Przychodzę do Was z historią, która doprowadziła mnie do stwierdzenia, że człowiek jest jak takie małe gliniane naczynie, w którym zbiera się i kumuluje wszystko to, co dobre i co złe, pływają w nim wspomnienia, przeżyte emocje, pokłosia sukcesów i gorzki smak porażek, wielkie miłości i jeszcze większe tajemnice, ale gdy to naczynie osiągnie swój limit, pęka i daje upust temu, co przez lata w sobie zbierał…
Czasami nie dzieje się wtedy nic, a czasami zadzieje się wszystko. Życie albo runie w przepaść, albo doświadczymy oczyszczającego katharsis…
Nie będę opisywać całej fabuły, bo została ona utkana tak, że każdy najdrobniejszy szczegół, powiązany jest z poprzednim i wpływa na kolejny. Nie chciałabym Wam zepsuć zabawy z odkrywania ukrytych poszlak doprowadzających do szokującego odkrycia przeszłości.
To nie jest łatwa historia, ona nie krzyczy całą sobą, wręcz przeciwnie. „Ułuda świtania” to książka, która szepcze do Was spokojnym głosem, płynie niczym senny strumyk, snuje się nićmi unoszącej mgły nad polami, ale trafia tam, gdzie musi, tam, gdzie zaboli najbardziej, zmusi, by przystanąć na chwilę i spojrzeć na siebie oczyma innych.
Jest to opowieść o tym, o czym boimy się mówić na co dzień. Autorka genialnie ubiera w słowa poczucie winy, wstyd, traumy przeszłości żal i tęsknotę za kimś, kto dawno już o nas zapomniał lub nie chce utrzymywać kontaktu, być częścią naszego życia.
To opowieść o tym specyficznym rodzaju bólu, który towarzyszy złamanemu człowiekowi każdego dnia, jest nieodłącznym towarzyszem, „wampirem”, który pożera duszę każdego dnia. Jest to także opowieść o trudnych wyborach, matczynej miłości i poświęceniu, poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, swych rodzinnych korzeni, mierzeniu się z prawdą, która nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego…
Pokochałam główną bohaterkę całym sercem, za jej prawdziwość i autentyczność, emocje- takie prawdziwe, czasami totalnie sprzeczne, ale zawsze niezwykle autentyczne. Jest to postać niezwykle złożona, rozpada się na naszych oczach wielokrotnie, ale za każdym razem się podnosi, podejmuje decyzje, czasami nielogiczne, wycofuje się z nich, ale nie cofa przed sięgnięciem po swoje cele, zamierzenia i marzenia. Alina stała się takim lustrem, w którym każdy z nas może się przejrzeć, poczuć, że nie zawsze musimy być silni, możemy dać sobie przestrzeń na to, by poczuć czasami bezsilność czy złość, ale mieć zawsze nadzieję, że nawet po największej życiowej burzy, zawsze można się podnieść i pójść dalej z podniesioną głową. Trudno jest ją jednoznacznie ocenić, ferować wyroki, oceniać fakt, czy to, co zrobiła, było koniecznością, wypadkiem czy jeszcze czymś innym.
Jej totalnym przeciwieństwem jest Olga, od samego początku wiadomo, że coś knuje, ma swój ukryty cel- jaki, jestem przekonana, że bardzo Was on zaskoczy.
Zresztą cała ta historia w kulminacyjnym momencie zmieni Wasze zdanie na temat poszczególnych postaci.
Styl Izabeli Agaczewskiej jest prosty, ale bardzo emocjonalny. Autorka pięknie operuje słowem, które trafia prosto w serce. Fabuła to genialny splot wielu wątków, po mistrzowsku zostały rozmieszczone punkty zwrotne, które wprawiają serce w nieustanne drżenie.
Autorka prowadzi nas przez tę historię za rękę, ale wskazuje delikatnie palcem, wydawałoby się początkowo nieistotne szczegóły, które sprawiają, że wyciągamy swoje wnioski, angażujemy się w tę historię całym sobą, a ona sama staje się intrygująca i niezwykle wciągająca. Zakończenie to totalny sztos! Przyznam, że zaskoczyło mnie bardzo, chcę poznać dalszą część tej historii.
Książka liczy blisko 600 stron, ale śmiało można napisać, że cechuje ją ład, porządek i dbałość o każdy szczegół, to też sprawia, że bardzo lekko i z wielką przyjemnością poznajemy tę historię, stając się tym samym jej częścią.
Tak jak napisałam wyżej, książka jest doskonała, chce się ją czytać bez końca, nie chce się jej odkładać. Ja jestem kupiona absolutnie i mam nadzieję, że trafi ona do bardzo szerokiego grona odbiorców, czego życzę Autorce z całego serca.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że nawet osoby ze słabszym wzrokiem, śmiało mogą po nią sięgać, bo powieść została wydana w większej czcionce.
Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To opowieść o odzyskiwaniu własnego siebie, o uczeniu się samotności, która też jest czasami dobra, o marzeniach i pasji tworzenia, o odrzuceniu, ale i nadziei. Po jej przeczytaniu poczujecie się dobrze, tak po prostu.
Joanna –
Ostatnimi czasy niestety trochę mniej czytam i zauważyłam też trudności w skupieniu się na czytanym tekście. To pewnie ” zasługa” Internetu. Jednak Ułuda Światania pokazała mi że jest inaczej. Książkę mimo jej dużej objętości pochłonęłam w dwa dni. Bardzo ciekawa i intrygująca fabuła, lekki styl i nieoczywiste rozwiązania to wszystko spowodowało, że nie mogłam się wprost oderwać od czytania. Gorąco polecam!!!
Książki Haliny –
Zanim sięgnęłam po 𝑈ł𝑢𝑑ę ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎 słyszałam wiele dobrego o stylu Izabelli Agaczewskiej. Mówiono, że proza autorki jest nasycona emocjami, a jednocześnie subtelna i wyważona, że każde zdanie ma w sobie smak i znaczenie, wciąga tak mocno, że przestaje się być obserwatorem i zaczyna przeżywać wszystko razem z bohaterami. Szybko przekonałam się, że te opinie wcale nie są przesadzone. 𝑈ł𝑢𝑑𝑎 ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎 od pierwszych stron przyciągnęła mnie swoją nierzeczywistością. To historia, w której trudno odróżnić prawdę od złudzenia, a pragnienia bohaterów nieustannie zderzają się z rzeczywistością. Autorka prowadziła mnie coraz głębiej w świat pełen uczuć i wątpliwości, przez krainę wspomnień, w której nic nie było oczywiste, a każda chwila potrafiła zmienić bieg wydarzeń w zupełnie nieoczekiwany sposób. To nie jest książka, którą można po prostu przeczytać. Nie z powodu objętości, choć nie należy do najcieńszych, lecz dlatego, że przeżywa się ją powoli, fragment po fragmencie, emocja po emocji. Momentami zapierała mi dech w piersiach i zmuszała do przerwy, by uporządkować to, co właśnie we mnie poruszyła. Tego doświadczenia nie da się opisać słowami. 𝑈ł𝑢𝑑ę ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎 trzeba przeczytać i przeżyć po swojemu.
Mimo że książka liczy ponad sześćset stron, czytało mi się ją z niezwykłą lekkością, a przyjazna dla oczu czcionka dodatkowo ułatwiała lekturę. Autorka dopracowała każdy szczegół, tworząc porządek i harmonię, dzięki czemu historia nie tylko wciągała, ale pozwalała poczuć się jej częścią. Powieść była tak znakomita, że trudno mi było ją odłożyć, bo całkowicie mnie pochłonęła. To prawdziwa perełka literacka z najwyższej półki, która, mam nadzieję, znajdzie wielu odbiorców.
Adrianna Andrzejewska –
„Ułuda świtania”zdecydowanie nie jest lekką pozycją, po przeczytaniu której można tak normalnie wrócić do codzienności. Izabella Agaczewska stworzyła historię gęstą od emocji, surową i niesamowicie prawdziwą w swoim bólu.
Główna bohaterka, Alina, opuszcza zakład karny po dwudziestu latach. Jednak wolność, na którą czekała, okazuje się jedynie kolejną formą więzienia – tym razem zbudowanego z nieufności otoczenia, lęku przed oceną i paraliżującego poczucia winy. Autorka genialnie oddaje ten stan wyobcowania; świat, który Alina znała, już nie istnieje, a ona sama czuje się w nowej rzeczywistości jak intruz.
Najmocniejszym punktem powieści jest dla mnie sposób dawkowania tajemnicy. Przeszłość Aliny powraca w bolesnych wspomnieniach mroźnej nocy i dramatycznej decyzji podjętej nad urwiskiem. Dlaczego uciekała z dzieckiem na rękach? Kim jest młoda kobieta, która zaczyna śledzić jej każdy krok? To pytania, które nie dają spokoju i sprawiają, że książkę czyta się z narastającym napięciem.
Warsztatowo Agaczewska bardzo mile mnie zaskoczyła. Jej język jest precyzyjny, momentami oszczędny, ale to właśnie to „milczenie” między słowami buduje najsilniejszy klimat. Zamiast długich opisów dostajemy drobne gesty i wymowne spojrzenia, co sprawia, że emocje bohaterów stają się wręcz namacalne.
To bolesne studium traumy i próba odpowiedzi na pytanie, czy po tak wielkich błędach odkupienie jest w ogóle możliwe. Polecam każdemu, kto w literaturze szuka głębi, realizmu i historii, które zmuszają do refleksji nad ceną, jaką płacimy za błędy z przeszłości.